Obiecałam w poprzedniej notce (KLIK!) iż zdam relację z urlopu.
Jedyne co mieliśmy zaplanowane to termin, chociaż on też się dwa razy zmienił.
Nasz trasa wyniosła około 3100km i przejechaliśmy przez 9 krajów europejskich.
Jedyne co mieliśmy zaplanowane to termin, chociaż on też się dwa razy zmienił.
Nasz trasa wyniosła około 3100km i przejechaliśmy przez 9 krajów europejskich.
28.04.2013 niedziela - 958km
Wyjazd ze Szczecina około godziny 6:00, przejazd przez Polskę, Czechy i Słowację na Węgry. Pogoda z każdym kilometrem była ładniejsza. Monia podróż zniosła świetnie. W Czechach korek, na Słowacji mandat, okropne drogi i średni smażony syr. Na Węgrzech, w miejscowości Bogacs czekała na nas moje koleżanka z Lublina - chustoświrka Sylvetta. Dojechaliśmy na miejsce chyba o 21:00.
Smażony syr na Słowacji
29.04.2013 poniedziałek
30.04.2013 wtorek
Moczymy tyłki w gorących basenach termalnych z Sylwią, Czesiem, Blanką i Ritą. Pogoda piękna. Cieplutko. Na campingu sami Polacy. Wszystko bardzo tanie, a Węgrzy sami siebie oszukują w liczeniu pieniędzy. Jemy na świeżym powietrzu, leżymy na trawie, śmiejemy się do rozpuku. Pobyt wieńczymy wyprawą do tutejszej winniczki. Dzisiaj żałuję, że nie zostaliśmy tam dłużej, bo to był najlepszy relaks. Zdecydowanie za krótki. Ludzie na Węgrzech dziwni. Bardzo trudny mają język nie mówią w żadnym obcym języku i nawet nie podejmują prób dogadania się.
Nasze obozowisko
Spółka pigułka - Blanka, Monia, Rita
Chłopaki i człowiek zadymka - Blanka
Nurki w basenie
Sylvetta, ja i dziewczynki
Cyc w terenie
1.05.2013 środa - ok.500km
Podróż wcześnie rano z Bogacsa do Budapesztu, a wieczorem w stronę Chorwacji. Nocleg w okolicach Zagrzebia w hotelu o wdzięcznej nazwie Melody.
Budapeszt. Nieziemski. Nie wiem ile kilometrów zrobiliśmy pieszo po mieście, ale na koniec już wysiadałam. Było chyba ze 40 stopni ale daliśmy radę. Monia nauczyła się pić ze zwykłej butelki i dzielnie znosiła zwiedzanie miasta w chuście. Dogadywaliśmy się bez problemu. W końcu Budapeszt jest stolicą europejską, więc trochę bardziej im zależy na turystach.
Najlepiej u Taty na plecach
Trzeba się trochę ochłodzić
Zwiedzamy miasto
A tutaj zdobycie szczytu, który widać na poprzednim zdjęciu - Cytadela
Tutaj już widok z zamku, a w oddali widać poprzedni szczyt z Cytadelą. To ganianie po górkach myślałam że mnie wykończy. Z Cytadeli na zamek szliśmy chyba z godzinę. Z górki i pod górkę. Ale za to jakie atrakcje nad głowami się działy to ho-ho-ho! Pokazy Red Bulla - akrobacje powietrzne. Tak się gapiliśmy na to co się dzieje, że nie mamy żadnego zdjęcia :)
A tutaj nabraliśmy sił do dalszego zdobywania miasta. BYŁ PRZEWIJAK!
Arek na moście łańcuchowym, a w tle zamek.
Odwiedziliśmy też Hard Rock Cafe i kupiliśmy pamiątki z Budapesztu.
Na mapie widać również, że jechaliśmy wzdłuż Balatonu.
02.05.2013 czwartek - ok.190km
03.05.2013 piątek
04.05.2013 sobota
05.05.2013 niedziela
Wyjazd z hotelu wcześnie rano i niesamowita droga na wyspę Krk, miejscowość Baśka.
Cudny kurort. Plaża nie całkiem kamienista, sporo piachu. Ludzie mili, uprzejmi, cudowni. Język podobny do polskiego. Widoki iście tropikalne, plaża nudystów i owoce morza w każdej knajpce.
Widok z naszego apartamentu
06.05.2013 poniedziałek - 1418km
Pogoda się popsuła i zdecydowaliśmy wracać do domu. Droga powrotna prowadziła przez Włochy, Austrię i Niemcy. Wyjechaliśmy o 7:00 i w Polsce byliśmy około 1:30. Monia w Austrii zaczęła marudzić i marudziła do momentu, aż się ciemno nie zrobiło i nie usnęła na dobre. Mieliśmy zrobić nocleg w Monachium, ale chyba nam się za domem tęskniło, więc się nie zatrzymaliśmy.
We Włoszech najserdeczniejsi ludzie! Cudowni. Całowali nam Monie w chuście, wszyscy się uśmiechali, zagadywali, pokazywali drogę. Mili, uśmiechnięci, ekspresyjni, uczynni. Chyba następna podróż będzie po Włoszech. Austria natomiast nasz zaskoczyła kulinarnie. Najlepsze żarcie w knajpie na autostradzie przy stacji benzynowej. Szwedzkie stoły. WSZYSTKO TAM BYŁO, czego człowiek tylko nie zapragnął. Zjedliśmy po hamburgerze grillowanym na naszych oczach i niesamowitych deserach. Każdemu kto się znajdzie na austriackiej autostradzie polecam restauracje http://www.landzeit.at/
Śniadanko i poranna kawka w Trieście
Zwiedzanie miasta
Przystanek na siusiu w Austrii
ps. Odwieszam na kołek moje poszukiwania pracy. Mam tyle rzeczy na głowie, że póki co te dodatkowe
"nerwy" nie są mi potrzebne. Jak mawia mój tata: "Polska to dziwny kraj!"